Stanisław Marusarz
Twardy góral

Nie byłoby Wojciecha Fortuny, Adama Małysza ani Kamila Stocha bez Stanisława Marusarza. To on przetarł szlak narciarskich lotów i otworzył polskim skoczkom drogę na sam szczyt zimowych zmagań. Nazywano go „tatrzańskim orłem”, „królem nart”, „władcą Krokwi” albo po prostu „Dziadkiem”. Mawiał, że w powietrzu skoczek powinien wykazać się elegancją lotu i opanowaniem w prowadzeniu nart. Musi więc być odważny, silny, spokojny i obdarzony błyskawicznym refleksem. Sportowe sukcesy, które odnosił Marusarz, były nie tylko efektem miłości do nart, ale też wyrazem wielkiego patriotyzmu.

Jest marzec 1976 r., trwają zdjęcia do filmu Dziadek. Stanisław Marusarz ma 66 lat, nie skacze już od dawna. Przez 30 lat był w reprezentacji, zdobył 27 tytułów mistrzowskich, oddał 10 tys. skoków. Gdyby pokonane w powietrzu dystanse zsumować, przeleciałby – jak mówi – nad naszą ojczyzną. Jest na zasłużonej sportowej emeryturze. Ale reżyserowi Januszowi Zielonackiemu, który kręci dokument o jego życiu, udaje się namówić „Dziadka” na jeszcze jeden, ostatni skok w karierze. Marusarz wdrapuje się na rozbieg Wielkiej Krokwi, przypina narty i leci. Ląduje bezbłędnie i dopiero kiedy wjeżdża w rozmokłą śnieżną breję, podcina mu narty, upada. Zaraz jednak wstaje, otrzepuje się i uśmiecha do kamery. Jak zawsze.

Marusarz stał się legendą już za życia. Był jednym z najlepszych i najwszechstronniejszych polskich narciarzy. Startował w skokach, biegach, kombinacji norweskiej i narciarstwie alpejskim. Czterokrotnie reprezentował polskie barwy na zimowych igrzyskach. I jako pierwszy Polak zdobył medal mistrzostw świata.

Urodził się w 1913 r. w Zakopanem. Miał pięcioro rodzeństwa, siostry: Helenę, Bronisławę, Marię i Zofię, oraz brata Jana. Ojciec Jan był leśniczym, a mama Helena zajmowała się gospodarstwem1. Nic więc nie wróżyło ich synowi wielkiej narciarskiej kariery. A jednak.

Pierwsze narty 10-letni Staś z pomocą brata skonstruował z drzewa jesionowego, przymocował je do kierpców rzemykami. Ze śniegu, desek i gałęzi budował pierwsze skocznie. Pierwszy skok z profesjonalnej skoczni w Jaworzynce nie był niestety udany. Przy wychodzeniu z progu mały góral popełnił błąd, upadł na głowę i stoczył się z zeskoku. On sam w książce Na skoczniach Polski i świata wspomina to tak: Strach zabił całą emocję skoku. Nad zeskokiem szarpnąłem nerwowo ciałem. Efekt był taki, że wylądowałem na głowę. Mimo nieprawidłowego lądowania, poczuwszy „grunt pod głową” doznałem uczucia ulgi. Fikając koziołki, zsuwałem się po zeskoku w dół. Wykonywałem przy tym rozpaczliwe ruchy, starając się zachować prostą linię spadku, aby, znalazłszy się na przechodzącym w poprzek zeskoku mostku, nie stoczyć się do strumyka, co mi się zresztą szczęśliwie udało. Zatrzymałem się u podnóża skoczni przy akompaniamencie głośnych drwin kolegów2.

Młody Staś nie miał pojęcia o technice ani odpowiedniego sprzętu. Nie zniechęcił się jednak. Chciał skakać, nie bał się skoczni, był ambitny i pracowity. Młodzieńcza determinacja i zapał wkrótce zaczęły przynosić efekty. Za pierwsze wygrane dziecięce zawody (zjazd spod Regli na Lipki, numer startowy 28) dostał od organizatorów rękawiczki3.

Miał zaledwie 13 lat, gdy tuż przed zawodami w skokach pojawił się na wybiegu Krokwi. Szczupły, niepozorny chłopak w góralskim kożuszku chciał startować i zmierzyć się z seniorami. Sędziowie nie byli przekonani. Ale w końcu uznali: czemu nie? Niech się mały cieszy, pewnie i tak zajmie ostatnie miejsce, żeby tylko nic sobie nie połamał. Można sobie wyobrazić ich zdziwienie, kiedy okazało się, że chłopak zajął trzecie miejsce, za Bronkiem Czechem i Stanisławem Gąsienicą-Sieczką. Pod skocznią uśmiechnięty Staś pierwszy raz w życiu rozdawał autografy. W nagrodę zaś otrzymał to, o czym marzył od dawna: prawdziwe narty skokowe4.

Chwilę później jego wielki talent dostrzegli działacze klubu SN PTT – Józef Oppenheim oraz Ignacy Bujak – i przyjęli Stanisława do siebie. W marcu 1927 r. w zawodach seniorskich na Krokwi zajął on ósme i szóste miejsce. Po roku wygrał na niej konkurs juniorów. Zaczynał się liczyć, obok skoczków ze starej gwardii, takich jak Rozmus, Czech, Sieczka czy Mückenbrunn5.

Po szczeblach kariery

Żelazna dyscyplina zaowocowała kolejnymi sukcesami. W 1932 r. Marusarz pojechał na igrzyska olimpijskie do Lake Placid. Konkurs skoków odbył się w trudnych warunkach. Zeskok rozmiękł, a spływająca woda utworzyła na dole spore bajorko o głębokości ok. 30 cm. Podczas lądowania zawodnicy musieli ostro hamować, żeby nie wjechać do wodno-lodowej pułapki. Czasami skoczkowie przejeżdżali przez zeskok i wpadali w słomę, ku uciesze ryczących ze śmiechu Amerykanów6. To właśnie przydarzyło się Marusarzowi, który ostatecznie zajął 17. miejsce.

Stanisław Marusarz podczas skoku narciarskiego na Międzynarodowych Zawodach Narciarskich o Mistrzostwo Polski w Zakopanem (1935 r.)
Fot. NAC

Przełomowy okazał się rok 1935. Konkurs skoków o mistrzostwo świata w narciarstwie klasycznym rozgrywano w Wysokich Tatrach w ówczesnej Czechosłowacji. Na skoczni Jarolímek Stanisław Marusarz zajął czwarte miejsce, przegrywając tylko z Norwegami. A mogło być jeszcze lepiej, gdyby nie to, że w pierwszym skoku złamał nartę podczas lądowania. Jego norweski rywal Birger Ruud pomógł mu ją posklejać leukoplastem7. Mimo prowizorycznej naprawy drugi skok na takiej narcie nie mógł być zbyt dobry. Marusarz, choć skakał najdalej (w sumie był lepszy od Ruuda o 4,5 m), przegrał notami za styl.

W marcu 1935 r. Marusarz pojechał do jugosłowiańskiej Planicy na konkurs skoków na Bloudkovej velikance. Velikanka, po słoweńsku „olbrzymka”, była największą wówczas skocznią na świecie – jej punkt konstrukcyjny wynosił 85 m. Zawody zapowiadano jako pojedynek Marusarza z Norwegami, którzy przyjechali w bardzo mocnym składzie. Stawili się mistrz świata Birger Ruud, jego brat Sigmund, Reidar Andersen oraz inni czołowi skoczkowie. Obserwatorzy mieli wielką nadzieję, że któremuś z tak znakomitych zawodników uda się w końcu skoczyć powyżej 100 m.

Jednak ku zaskoczeniu wszystkich w dniu konkursu Norwegowie… wycofali się z rywalizacji. Jako oficjalny powód podano zakaz skakania na mamucich skoczniach, choć rok wcześniej Norwegowie skakali na olbrzymce. Marusarz był przekonany, że podjęli taką decyzję, by uniknąć blamażu. W trakcie trzydniowych treningów skakał znacznie lepiej od skandynawskich rywali. Norweski Związek Narciarski prawdopodobnie nie chciał dopuścić do przegranej z Polakiem na tak wielkiej skoczni. A Marusarz był w doskonałej formie.

Dwudziestodwuletni wówczas zawodnik po przyjeździe miał okazję porozmawiać z konstruktorem skoczni. Wymiana zdań tak bardzo rozpaliła jego emocje, że postanowił od razu skoczyć. Gdy wszyscy spali, wdrapał się na obiekt i skoczył – 80 m. Norwegowie byli wściekli, że odbył trening bez nich8.

Marusarz ostatecznie triumfował w Planicy. Na drugim miejscu był Anton Barton z Czechosłowacji. Trzecią pozycję zajął mistrz świata z 1933 r., Szwajcar Marcel Reymond. Polak w drugim skoku osiągnął wynik 87,5 m. Co ciekawe, zaraz po zawodach Norwegowie wyrazili chęć bicia rekordu świata, na co przystali sędziowie. Zażarta walka zakończyła się ostatecznie przegraną Polaka, który oddał więcej skoków i nie miał już siły na kolejne.

Nie odpuścił

Na zimowe igrzyska olimpijskie 1936 w Garmisch-Partenkirchen Marusarz pojechał przeziębiony, z wysoką gorączką. Lekarz z wioski olimpijskiej zaaplikował mu sporą dawkę zastrzyków, mówiąc: o starcie niech pan nawet nie marzy. Ale twardy góral nie odpuścił. Po kilku dniach zaczął spacerować, w końcu postanowił skoczyć. Oddał dwa skoki – każdy nieudany, bo zakończony podparciem. W dniu zawodów przywlókł się na skocznię Große Olympiaschanze i bez treningów, wycieńczony gorączką, zajął piąte miejsce. Jeśli wziąć pod uwagę okoliczności, był to bardzo dobry wynik.

We wspomnieniach Marusarza z tych zawodów pozostał jednak głównie śnieg, który uznał za najpiękniejszy, jaki w życiu widział. Dla Polaka był to pierwszy start na oświetlonej nocą skoczni. Blask święcących reflektorów odbity od bieli śniegu zrobił na nim ogromne wrażenie9.

Stanisław Marusarz i Bronisław Czech podczas Międzynarodowych Zawodów Narciarskich w niemieckim Garmisch-Partenkirchen, 1935 r. W tle – flagi III Rzeszy ze swastyką. Do wybuchu wojny, która na zawsze zmieni życie Stanisława Marusarza i zakończy życie Bronisława Czecha, pozostają cztery lata
Fot. NAC

Formę przed mistrzostwami świata 1938 w Lahti Marusarz szlifował we Lwowie. Pracował tam wówczas w sklepie sportowym. Do Lwowa pojechał nie tyle za pracą, ile ze względów uczuciowych. Stamtąd pochodziła bowiem jego przyszła żona, Irena z Jeziorskich. Poznali się, gdy z zakopiańskiej willi Heńka, należącej do rodziców Ireny, uciekł jej ukochany biały szpic. Pies zapędził się na Małe Żywczańskie, tam gdzie mieszkali Marusarze i wybrał Staszka na swojego pana10.

Tuż przed mistrzostwami Stanisław przyjechał do Zakopanego i od razu wygrał eliminacje. Był znakomicie przygotowany do zawodów – fizycznie i psychicznie. Jego formę wysoko ocenił „Przegląd Sportowy”, który w swym rankingu w 1938 r. uznał Marusarza za najlepszego sportowca Polski (ponad 28 tys. głosów).

Polska ekipa poleciała do Finlandii samolotem. Marusarz szybko rozpoczął skakanie. Ta skocznia mu odpowiadała i już na treningach „latał” daleko. Polski zawodnik zaliczył tam jeden z najlepszych startów w karierze. Przywiózł do kraju srebrny medal. Miał dopiero 25 lat, całe sportowe życie było przed nim.

W Lahti skakał w wielkim stylu i najdalej (66 i 67 m). Sędziowie uznali jednak, że złoto otrzyma najmłodszy z braci Ruudów – Asbjørn (63,5 i 64 m). Podczas wieczornych uroczystości Ruud chciał nawet oddać Polakowi złoty medal. Marusarz pooglądał go sobie i zwrócił. Nie mógł przyjąć krążka, ale do kraju wrócił jako moralny zwycięzca. To musiało mu wystarczyć.

Znaczek upamiętniający mistrzostwa świata w Lahti w 1938 r.
Ze zbiorów „La Col·lecció” Museu Gabinet Postal de Barcelona (za: Europeana)

Skok ze złamanym obojczykiem

Mieszkańcy Zakopanego jeszcze nie widzieli takich tłumów. Nigdy wcześniej nie były zajęte wszystkie zakopiańskie kwatery. Komplet gości mieli też właściciele pensjonatów w pobliskim Poroninie. Niektórzy nocowali w pociągach, które przyjechały do zimowej stolicy Polski specjalnie z okazji mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym.

Polacy wierzyli, że na naszej ziemi mistrzowski tytuł wywalczy nie kto inny jak Stanisław Marusarz. Dlatego 17 lutego 1939 r. na stadion pod Krokwią zmierzały tłumy: piesi, ciągnięte konno sanie, dorożki i sznur samochodów. Pogoda była tego dnia piękna i już godzinę przed rozpoczęciem konkursu skoków narciarskich zajęto wszystkie 25 tys. miejsc na widowni. Każdy chciał zobaczyć historyczny triumf górala. Nikt nie miał pojęcia, że nasz zawodnik przegrał mistrzostwa pięć tygodni wcześniej. Podczas skoku uderzył głową w zeskok. Zerwał przyczep mięśnia barkowego i złamał obojczyk.

O kontuzji wiedzieli tylko lekarz i najbliżsi skoczka. Marusarz postanowił wystartować za wszelką cenę. Przed zawodami z pomocą ojca rozłupał gipsowy pancerz i wznowił treningi. Wiedział, że na jego zwycięstwo czeka cała Polska. W takim stanie nie miał jednak najmniejszych szans na triumf. W skokach zajął piąte miejsce, w kombinacji norweskiej siódme (czwarty był jego kuzyn Andrzej).

Marusarz nie był usatysfakcjonowany ani lokatą, którą zajął, ani atmosferą podczas zawodów. Moje nerwy były napięte do ostateczności. Od rana do wieczora powtarzano w kółko tę samą piosenkę: „Wygrasz! Musisz wygrać!”. Na domiar złego pogorszyły się warunki śniegowe. Po odwilży lekki mróz ściął śnieg na szklankę. Na takiej skoczni nie czułem się pewnie11.

Kurier tatrzański

Wojna przerwała pasmo sportowych sukcesów Staszka. Prowadzone przez rodzinę Marusarzy schronisko na Hali Pysznej od pierwszych dni okupacji stało się punktem przerzutowym dla kurierów tatrzańskich. Staszek, Helena i Jan (Jan i Helena największe triumfy święcili w konkurencjach alpejskich, czyli slalomach i zjazdach) wyruszyli na kurierskie szlaki. Trzy pozostałe siostry były w Armii Krajowej łączniczkami. Najstarszą z nich, Zofię, złapali Niemcy i uwięzili na pięć lat w obozie Ravensbrück. Maria i Bronisława zdołały uciec przez zieloną granicę. Obie resztę życia spędziły na emigracji. Helena za działalność konspiracyjną zapłaciła najwyższą cenę po tym, jak Niemcy schwytali ją na Słowacji. 12 września 1941 r., w wieku zaledwie 23 lat, została rozstrzelana w Pogórskiej Woli pod Tarnowem12.

Od października 1939 r. Stanisław służył jako kurier. Znał Tatry jak własną kieszeń, więc przeprowadzał żołnierzy podziemnej Polski przez Słowację na Węgry. Jego rozpoznawalność nie ułatwiała mu pracy konspiracyjnej. W marcu 1940 r. został przyłapany przez Słowaków. Miał przy sobie 100 tys. zł, dlatego żandarmi zrozumieli, jaki jest cel jego wędrówki. Nie dali się przekupić i zawiadomili Gestapo. Zdołał im jednak uciec, skacząc z pierwszego piętra.

Po tym wydarzeniu Marusarz zrozumiał, że nie jest już bezpieczny w Zakopanem. Postanowił, że razem z żoną Ireną spróbują się przedostać na Węgry. Bez problemu przeszli Tatry i niemal całą Słowację. Trafili w ręce współpracujących z Niemcami słowackich strażników granicznych dopiero na granicy z Węgrami. Zostali aresztowani i uwięzieni w Preszowie, a następnie m.in. w Nowym Sączu. Irenę, która udawała ciążę, zwolniono po trzech miesiącach. Znalazłszy się za murami więzienia, spojrzałam mimo woli w stronę okna celi, w której więziona była siostra Staszka. Zobaczyłam nieoczekiwanie twarz Heleny przyciśniętą do krat. Zareagowała na mój widok skinieniem głowy. Nie miałam jej już nigdy więcej zobaczyć…13

Z Nowego Sącza Stanisław trafił do Zakopanego, gdzie był bity i przesłuchiwany w katowni Gestapo „Palace”. Ostatecznie znalazł się w więzieniu przy ul. Montelupich w Krakowie. Pierwszy dzień w tym okropnym miejscu wspominał po latach: Korytarze były przepełnione. Tego dnia przywieziono bardzo wielu więźniów z różnych więzień w województwie krakowskim. Trwało parę godzin zanim wszystkich rozlokowano w celach. Esesmani niemal bezustannie bili, szturchali, opluwali, lżyli stłoczonych w korytarzach ludzi. Nawet najmniejszy odruch sprzeciwu groził nieobliczalnymi skutkami. Hitlerowcy wystrzelaliby nas bez pardonu14.

Po kilku dniach sportowiec trafił do celi śmierci. Wiedział, że nie ma nic do stracenia, dlatego zaczął planować ucieczkę. Razem z byłym podoficerem Wojska Polskiego Aleksandrem Bugajskim bacznie obserwowali każdy ruch strażników i szukali słabych stron, które mogliby wykorzystać.

Do ucieczki zapalili się jeszcze bardziej po wyjeździe do fortu w Krzesławicach, gdzie hitlerowcy pokazali im podziurawiony kulami, przesiąknięty krwią mur. Więźniowie dostali łopaty i nakazano im kopać rów. Wszyscy byli przekonani, że zaraz w nim spoczną. Do grobu trafili jednak koledzy z sąsiedniej celi.

Marusarz razem z towarzyszami wymyślili, że za pomocą taboretu odegną kraty. Wyskoczą z drugiego piętra, a później pokonają czterometrowy mur zakończony drutem kolczastym. Pierwsze strzały padły, gdy uciekinierzy byli na murze. Pokonali go Marusarz i Bugajski. Reszta została zastrzelona.

Gawędziarz, miłośnik zwierząt i motorów

Po ucieczce Stanisław przedostał się na Węgry, gdzie zajął się m.in. działalnością szkoleniową. Do Zakopanego wrócił w 1945 r. Gdy czasy trochę się uspokoiły, wybudował zaprojektowany przez żonę dom. Bywali tam najdostojniejsi przedstawiciele świata sportu, ale nie tylko. U Marusarzy gościł m.in. prezydent Finlandii Urho Kekkonen, który podarował skoczkowi narty. Ten zaś w rewanżu dał swemu gościowi samodzielnie wykonany z jeleniego rogu nóż myśliwski15. Po wojnie Marusarz wrócił do kariery sportowej. Startował m.in. na igrzyskach w Sankt Moritz w 1948 (27. miejsce) oraz w Oslo w 1952 (również 27). W latach 1946, 1948, 1949, 1951 oraz 1952 zdobywał mistrzostwo Polski w skokach.

Marusarz miał wielki talent gawędziarski. Godzinami mógł mówić o łowieniu pstrągów, zapachu trawy nocą czy zwyczajach ptaków i innych zwierząt. Ale jego największą miłością pozostały narty. Żona Irena mówiła, że jest od nich uzależniony: na pierwszym miejscu są narty, na drugim dzieci, na trzecim psy, na czwartym motory, a ja gdzieś tam na piątym16.

Triumf tężyzny fizycznej nad czasem

Kadr z filmu Dziadek. Wieczór, ciemno, ośnieżony stok i usypany ze śniegu uskok. Marusarz w wełnianym swetrze w góralskie wzory i czarnych spodniach narciarskich robi kilka energicznych przysiadów. Towarzyszy mu kilkuletni wnuk Kuba.
– Dziadku, a z kijkami będziemy skakać?
– Nie, bez kijków, wal na górę.
– Dziadku, a ty też będziesz skakał?
– Taaak.

Mały zjeżdża, na twarzy dziadka widać dumę.
– Ile skoczyłem?
– Siedem metrów, bardzo dobrze. Żebyś jeszcze dalej skakał, toby było bardzo fajnie!
– Dziadku, teraz ty idziesz skakać, ja ci będę mierzył. Jedź, dziadku!
Marusarz przewraca się przy lądowaniu, zza kadru słychać jego głos.
– Ale mnie prasło, Kubuś, za twardo dla mnie było.
– Dobrze ci się skoczyło?
– Dobrze mi się skoczyło.

Jeden z najwybitniejszych skoczków w historii narciarstwa Norweg Birger Ruud w pewnym wywiadzie oświadczył, że Stanisław Marusarz stanowi fenomen zwycięstwa tężyzny fizycznej nad czasem. Czterdzieści parę lat życia i ponad dwadzieścia lat na skoczniach świata i wciąż nieutracone miejsce w światowej czołówce17. I rzeczywiście. W historii światowego narciarstwa – może poza Noriakim Kasai – próżno szukać zawodników, który startowali przez ponad 30 lat i potrafili pokonać o 20 lat młodszych od siebie skoczków.

W 1966 r. Marusarz został zaproszony do otwarcia konkursu Turnieju Czterech Skoczni w Garmisch-Partenkirchen. Miał wtedy 53 lata, nie skakał od 9 sezonów. Mimo to postanowił oddać skok. Decyzja Marusarza wywołała wśród sędziów konsternację. Nie wiedzieli: zgodzić się czy nie? Ostatecznie ulegli namowom „Dziadka”. Marusarz musiał pożyczyć narty i buty, skoczył w garniturze i krawacie. On sam w filmie wspomina to tak:

Pierwszym gościem honorowym był Birger Ruud, ja zostałem zaproszony jako drugi. Birger ma ponad 60 lat, robi na parkiecie salta w tył i przód. Myślę: co ja mam teraz zrobić jako ten drugi gość honorowy? Narty pożyczam od najmłodszego narciarza. Jestem na rozbiegu. Godzina 14, ma się rozpocząć konkurs skoków, jest starter na górze, podchodzę do niego, mówię: ja pierwszy skaczę. Na co on: czy ty zwariowałeś? Nie bój się o mnie. Mam dwa cele: żeby nasi zawodnicy byli zdopingowani moim skokiem, a Niemcom, tym, co mnie skazali na karę śmierci, chcę pokazać, że ja jeszcze żyję, że ja u nich podskakuję.

Sam talent nie wystarczy

„Dziadek” często spotykał się z młodzieżą, której opowiadał o narciarskich startach i czasach okupacji. Coraz bardziej stawał się osobą publiczną. Udzielał setek wywiadów do gazet, telewizji. W 1969 r. został wybrany na narciarza 50-lecia Polskiego Związku Narciarskiego, a sześć lat później otrzymał od „Przeglądu Sportowego” Nagrodę im. Janusza Kusocińskiego, przyznawaną zawodnikom za osiągnięcia w sporcie, w życiu zawodowym oraz za kierowanie się zasadami moralnymi18.

Uprawiając narciarstwo, nawet w początkach kariery nie zaznałem uczucia lęku przed niebezpieczną skocznią lub trasą. […] Rzucałem wyzwanie losowi, co mnie wręcz ekscytowało. […] Sport był dla mnie życiem, życie było sportem. Narty były treścią mego życia, największą pasją. Twierdzono, że mam wyjątkowy talent. Jeśli nawet tak było, to przecież sam talent nie wystarcza, aby zostać mistrzem. Trzeba się uczyć i ustawicznie pracować nad sobą. Nie wolno się zrażać początkowymi niepowodzeniami. Sukcesy nie przychodzą łatwo19.

O miłości Marusarza do skoków świadczył też dzień, gdy w 1989 r. nadawano Wielkiej Krokwi jego imię.

Wiał wtedy niezwykle mocny wiatr i sypał śnieg – wspominał w rozmowie z PAP krewny narciarza, Władysław Gąsienica-Roj. Stałem wtedy koło niego, a on zmartwiony oświadczył: „nie da się”. Pytam – co się nie da? A on na to: „skoczyć! Mam narty przygotowane”. Miał wtedy 75 lat20.

Stanisław Marusarz zmarł na zawał serca 29 października 1993 r. w trakcie przemówienia na pogrzebie swojego dowódcy z czasów okupacji – Wacława Felczaka. Został pochowany na tym samym Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem. Ktoś zauważył, że w czasie mszy żałobnej w szklanych drzwiach kościoła pw. Świętego Krzyża odbijała się Wielka Krokiew.

Grób Stanisława Marusarza na Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem
Fot. Wikipedia

Gdy spoglądam wstecz wydaje mi się, że osiągnąłem wiele. Dla siebie i dla naszego sportu. Walkę i rywalizację z najlepszymi o najwyższe trofea dla polskich barw zawsze uważałem za swój patriotyczny obowiązek. I dlatego, wierzę w to gorąco, czerwona czapeczka nie pozostanie jedynym po mnie wspomnieniem. Czerwona czapeczka, nazywana popularnie „marusarką”21.

Za zasługi dla ojczyzny Stanisław Marusarz został 13-krotnie odznaczony polskimi orderami, m.in. Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari oraz pośmiertnie Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski – postanowieniem prezydenta Lecha Kaczyńskiego za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, za osiągnięcia sportowe oraz działalność na rzecz rozwoju sportów zimowych22.


Przypisy:
1 Polski Komitet Olimpijski, Biografie, Marusarz Stanisław, www.olimpijski.pl/pl/bio/1437,marusarz-stanislaw.html [data dostępu: 23 marca 2018 r.].
2 S. Marusarz, Na skoczniach Polski i świata, cyt. za: pl.wikipedia.org/wiki/stanisław_marusarz [data dostępu: 23 marca 2018 r.].
3 Polski Komitet Olimpijski…, op. cit.
4, 5, 6 W. Szatkowski, Poczet skoczków polskich: Stanisław Marusarz – „Król nart” z Zakopanego, www.skijumping.pl/wiadomosci/4492/poczet-skoczkow-polskich-stanislaw-marusarz—krol-nart-zzakopanego, 21 grudnia 2005 r. [data dostępu: 23 marca 2018 r.].
7 M. Hetnał, Pojedynek na mamucie, www.skijumping.pl/wiadomosci/17550/pojedynek-na-mamucie, 19 marca 2014 r. [data dostępu: 23 marca 2018 r.].
8 M. Kozanecki, W Planicy bito rekordy już przed wojną. Kapitalny pojedynek z udziałem Polaka, sportowefakty.wp.pl/skoki-narciarskie/744682/w-planicy-bito-rekordy-juz-przed-wojna-kapitalny-pojedynek-z-udzialem-polaka, 23 marca 2018 r. [data dostępu: 24 marca 2018 r.].
9 W. Szatkowski, op. cit.
10 W. Żyszkiewicz, Saga rodu Marusarzy, waldemar-zyszkiewicz.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=214&Itemid=35 [data dostępu: 24 marca 2018 r.].
11 P. Zawadzki, Jak Staszek Marusarz nie został mistrzem świata, wyborcza.pl/alehistoria/1,121681,13530013,jak_staszek_marusarz_nie_zostal_mistrzem_swiata.htm,
8 marca 2013 r. [data dostępu: 24 marca 2018 r.].
12 W. Żyszkiewicz, op. cit.
13 16. Zakopiańska Drużyna im. Heleny Marusarzówny. O Helenie Marusarzównie mówi Stanisław Marusarz i jego żona Irena, stare.zhr.pl/~mlp.16zdw/wspom.htm [data dostępu: 24 marca 2018 r.].
14 R. Gawkowski, Wielka ucieczka Stanisława Marusarza, Muzeum Historii Polski, muzhp.pl/pl/c/1104/wielka-ucieczka-stanislawa-marusarza, 5 lutego 2014 r. [data dostępu: 24 marca 2018 r.].
15 W. Żyszkiewicz, op. cit.
16 M. Bobakowski, 66-letni skoczek narciarski. Oto wyjątkowa historia Stanisława Marusarza, sportowefakty.wp.pl/zimowe/496926/66-letni-skoczek-narciarski-oto-wyjatkowa-historia-stanislawa-marusarza, 26 stycznia 2015 r. [data dostępu: 24 marca 2018 r.].
17 W. Szatkowski, op. cit.
18 Stanisław „Dziadek” Marusarz, www.alejagwiazdsportu.pl/posts/stanislaw–dziadek–marusarz-106.php, 27 października 2001 r. [data dostępu: 24 marca 2018 r.].
19 S. Marusarz, Na skoczniach Polski i świata, Warszawa 1974, s. 221.
20 Sto lat temu urodził się Stanisław Marusarz, eurosport.interia.pl/zimowe/news-sto-lat-temu-urodzil-sie-stanislaw-marusarz,nId,983553, 18 czerwca 2013 r. [data dostępu: 27 marca 2018 r.].
21 S. Marusarz, op. cit., s. 221.
22 Prezydent odznaczył pośmiertnie Stanisława Marusarza, https://eurosport.interia.pl/aktualnosci-sportowe/news-prezydent-odznaczyl-posmiertnie-stanislawa-marusarza,nId,548839, 12 lutego 2010 [data dostępu: 27 marca 2018 r.].